wtorek, 7 stycznia 2014

Dopóki jest o co walczyć, warto robić szalone rzeczy


Była zima. Ale taka prawdziwa, ze śniegiem i 10 stopniami na minusie. Lubiliśmy się spotykać w takiej aurze, gardząc ciepłymi lokalami i napojami. Tego dnia czułem jednak, że chcę zrobić coś więcej. I najlepsze w tym wszystkim było to, że Ona nie wiedziała, co Ją czeka.

8:05, spojrzałem za okno. Piękny, słoneczny, śnieżny poranek. A gdyby tak...
Wysyłam bez większego zastanowienia smsa: "Masz czas się dzisiaj spotkać ok. 12?" Po 10 minutach przychodzi potwierdzenie z nieśmiałym pytaniem, gdzie idziemy i w jakim celu. Wystukuję "Wytłumaczę Ci na miejscu", klikam "wyślij" i dopiero do mnie dociera, że właśnie zagwarantowałem sobie sprint, i to z przeszkodami. Sprawdzam jeszcze raz przepis w internecie i lecę do hipermarketu po składniki. Przyjemne podekscytowanie napędza wszystkie komórki mojego ciała. 

Chwila po 12, idzie. Wkurwiona jak sto pięćdziesiąt, paląc fajka z miną, która rozważa zagładę co najmniej połowy ludności Warszawy. Cześć, cześć. Wsiadamy do tramwaju i zaraz jesteśmy na Starówce. Minimum słów, gdy mijamy kolejnych ludzi i kolejne budynki. Dawno nie widziałem Jej w tak złym humorze, ale trzymam się planu. Wiem, że jest dobry.

Docieramy w końcu na podzamcze i stajemy u szczytu zbocza.
- Usiądziemy?
- No dobra, ale tak na śniegu?
- Nie, na tym. - po czym otwieram plecak i wyciągam dwa zielone, zjazdowe jabłuszka made in Leclerc.
Czas na drugą część planu. Sięgam do plecaka po termos...
- Może grzanego piwka?

Po chwili wiem, jak bardzo warto było się przebiec do supermarketu z rana, pobawić chwilę z kombinacją goździków, miodu i piwa, zaryzykować, że termos sprzed 15 lat wytrzyma i sprowadzić Ją właśnie w to miejsce. Siedzimy na jabłuszkach, patrząc na kry pływające po Wiśle. Gadając o pierdołach i rzeczach całkiem ważnych, a czasami po prostu milcząc. Gdzieniegdzie dzieciaki zjeżdżają ze zbocza na sankach, na nogach i opcjonalnie na tyłkach. Popijamy na zmianę grzane piwo. Dobrze jest.

Kiedy kończy się naturalne źródło ciepła i zaczyna być trochę mroźno, czas na ostatnią atrakcję. I uśmiecham się pod nosem, gdy Ona wpada na to, zanim ja to powiem:
- To co, może zjedziemy na tych jabłuszkach na dół?

Po chwili już siedzimy na samym skraju zbocza na naszych zielonych jabłuszkach gotowi do zjazdu. Kiedy zjeżdżamy, to wszystko wydaje się zajebistym pomysłem. Nawet kiedy w pewnym momencie zamieniamy się w śnieżne kule, nadal wydaje się to zajebistym pomysłem. Dopiero kiedy na dole moja dupa spotyka się z zakopanym pod śniegiem krawężnikiem... wtedy ten pomysł wydaje się trochę mniej dobry.

Potem cali w śniegu wracamy przez Starówkę i widzę Jej uśmiech... Dociera do mnie wtedy jeszcze mocniej, że właśnie dlatego warto realizować swoje pomysły i wierzyć w nie, jak szalone i dziwne by nie były. Idziemy weseli, ja trochę kuleję, bo tyłek wciąż pamięta krawężnik. Czuję, że zapunktowałem. Że dałem z siebie wszystko. Że może być jeszcze dobrze.

Nie było. Dwa dni później dowiedziałem się, że jest w związku z naszym wspólnym znajomym.



Grafika: hugovk

13 komentarzy:

  1. Eeeee tym końcem to spaliłeś :)
    Ale pomysł na randkę - rewelacja. Gdyby nie ten znajomy, to byś zapunktował :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zawsze może być happy-end :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Buum, na takie zakończenia czekam. Oczywiście jest mi przykro z powodu niepowodzenia, ale to przecież takie prawdziwe. Nic nie wie o życiu ten, kto chociaż raz tego nie przeżył.


    Ale co Cie nie zabije... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chica, nie można Jej nie lubić za to, że miała bardzo skrystalizowany pogląd, z kim chce być :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jabłuszka <3 <3 <3 Sounds like a plan ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie krytyka za pogląd, a za wykonanie.... Jeśli dowiedziałeś się dwa dni pózniej, to znaczy, że ona wiedziała to już od dawna...

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak ładne i tak smutne zarazem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny pomysł na randkę, brawo za kreatywność :D Szkoda, że końcówka nie wyszła :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja to nazywam spotkanio-randkami. Jedna strona myśli, że spotkanie, a druga myśli, że randka ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Marta Mardyła9 stycznia 2014 12:35

    Chyba każdy ma na swoim koncie spotkanio-randki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. I? Nie mogła się spotkać z Boomerem i zobaczyć jak będzie ?

    OdpowiedzUsuń
  12. Spotkać się mogła, w końcu to zrobiła. Ale co masz na myśli, pisząc "zobaczyć jak będzie"? Była już w kolejnym związku, to niby co miała zobaczyć?

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdzie tu jest opcja "lubię to"? (Oczywiście, poza ostatnim zdaniem - żeby nie było, że złośliwa jestem albo coś;)

    OdpowiedzUsuń