czwartek, 14 marca 2013

Ona tańczy dla mnie (w nocy)


Połowa słoików i ludzi ja_tu_tylko_pracuję zaraz przestanie czytać, kiedy dowie się, że to nie o poderwanej dziewczynie uwijającej się na rurach w Sogo, a o Warszawie. Ale nic nie poradzę, że to właśnie z nią spędzam większość nocy. A ta - zupełnie jak wspomniana wcześniej pani - odsłania mi w nocy swoje wdzięki, których za chiny nie chce pokazać za dnia.

Ale najpierw trochę kultury., bo nie może tutaj zabraknąć gościa, którego utwór słowno-muzyczny tak mocno wrósł w serca ludzi z miasta, że solidarnie wykonują (albo na miejscu byłoby raczej: ryczą go na tysiące gardeł) go przed każdym meczem na swoim stadionie kibice Legii Warszawa:

Noc Jest Dla Mnie
Klimat powrotów grubo po zmroku jest generalnie nie do przebicia i nie do porównania z czymkolwiek, nawet wypasiony Wrocław wysiada w tym momencie. Co takiego zmienia się w nocy w Warszawie? Pojawia się tak mocno kontrastujący z dziennym zgiełkiem i tłumami SPOKÓJ... Nawet kiedy ten śnieg tak dziko napieprza i zamarzają palce u rąk i nóg. Zimą właśnie jest tutaj szczególnie pięknie i można o tym mrozie przez parę chwil zapomnieć... pod warunkiem, że nikt nam nie spuści łomotu i nie jesteśmy akurat na jakimś Ursynowie czy Białołęce, gdzie nie ma nic. Kiedy śródmiejsko-centralne ulice pustoszeją, stołeczne, wiecznie hejtowane przez resztę kraju miasto nabiera nowego wyrazu. Na pierwszy plan wyrastają oświetlone monumentalne budynki. Fakt, to nie Las Vegas. To nawet nie New York City. Ale w rejonie między stacjami Ratusz Arsenał a Pole Mokotowskie można się poczuć naprawdę jak w pustym, europejskim mieście nocą. Coś pięknego.

A Ja Jestem Sam
Jest 4-5 godzin po Wieczorynce. Którąś noc z kolei wracam do domu w momencie, kiedy większość świateł na skrzyżowaniach miga na pomarańczowo. Samochodów jest zdecydowanie mniej, choć przechodząc przez ulice warto się rozejrzeć, czy jakiś mistrz kierownicy nie wraca z imprezy, na której trochę poszalał. Jeszcze przed północą miasto jest wpół żywe, wpół martwe. Potem każda kolejna godzina zabija resztki życia i czasem można się tu poczuć jak w jednym z setek filmów o wirusach, które spustoszyły wielkie metropolie. Wyjdźcie sobie kiedyś o 3 w nocy po obejrzeniu Resident Evil, lekka schiza gwarantowana!

Jak Noce Spędzają Bogaci Spoza Miasta
W swoich nocnych powrotach planuję często drogę tak, żeby mijać różne hotele. Zaglądam w przestrzeń za szybą, obserwuję inne życie. Wyobrażam sobie siebie w skórze tych ważnych ludzi, którzy na podróże wydają tysiące złotówek i euro. Hotelowe lobby od zawsze kojarzyło mi się z casualowymi rozmowami, podczas których nieformalnie załatwia się rozmaite biznesy. Do tego dołożyć należy długą, barową ladę, whisky z lodem i dużo światełek przywodzących klimat jakby trochę świąteczny. Tam zawsze jest ktoś, kto dłubie swoje sprawy na laptopie lub ogląda na podwieszonym pod sufitem telewizorze informacje ze świata, których zwykle tak bacznie nie śledzi. Ale jest w delegacji czy coś, więc to część jego wyjazdu, czyniąca tę podróż czymś unikalnym, innym od zwykłego trybu pracy. Ciekawe, czy jest gdzieś robota wymagająca notorycznego rozbijania się po wielogwiazdkowych hotelach w całej Europie...

Jak Noce Spędza Biedota z Miasta
Lubię nocne powroty do domu autobanami. Metro pod tym kątem jest trochę bezpłciowe - tam wszyscy tylko śpią albo piją. A nocne autobusy z miejsca dostarczają więcej atrakcji! Dla mnie tą najciekawszą nie są bitki z podchmielonymi karkami, a: oglądanie rozświetlonych widoków za oknem. W tym celu staram się często siadać z przodu autobusu, na siedzeniach przy drzwiach najbliższych kierowcy. Przy czołowym zderzeniu będę pierwszym, który rozsmaruje się na przedniej szybie, ale... ta pozycja pozwala na obserwację wszystkiego, tak jak to widzi kierowca. Bezdroża, puste ulice, wszystkie światła są zielone lub migająco pomarańczowe. Nocny autobus przemierza to na całkiem niezłej prędkości, bardzo szybko płynie się nim przez miasto...

Po Prostu Jedź
Coś jest pociągającego w tej oświetlonej Warszawie, co każe się nią tylko zachwycać. Pełnie katharsis pomaga osiągnąć muza na słuchawkach, niezależnie, czy akurat poleci coś post-metalowego (serio, idealne brzmienia na noc) czy raczej załączy się któryś z reprezentatów polskiej sceny rapowej, zwłaszcza z tych reprezentujących WWA. Z perspektywy wielkiej autobusowej szyby i siedzenia blisko kierowcy machający na żądanie ludzie przypominają jak żywo misje taksówkowe z GTA Vice City. Najlepsze wspomnienia budzą się do życia. I dopóki nie uśpi mnie wypity alkohol, to mogę tak podróżować do znudzenia.


3 komentarze:

  1. Ja skończyłem czytać po słowach "połowa słoików i ja_tu_tylko_pracuję". Mimo, że nie zaliczam się do grupy ani jednych, ani drugich to nie pasuje mi takie klasyfikowanie ludzi. Żenada.
    TomekChl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek, to blog także - a może przede wszystkim - dla ludzi z dystansem. Wiem, że moje pokręcone poczucie humoru może Ci nie odpowiadać i szanuję to. I tym bardziej dzięki za to, że poświęciłeś czas na komentarz. Fajnie, że tu zaglądasz :)

      Usuń
  2. Nie raz chodziłem po Wawie nocą. Ba... często wracam w nocy. Przejeżdżam przez pół warszawy nocą autobusem, czasem walnę komara, czasem pogapię się przez całą drogą w okno albo poczytam, o muzie nie wspominając. Fakt - warszawa nocą jest zajebista, ale aż tak się tym nie jaram :P. W zimę to żadna przyjemność. Pizga złem i jedyne o czym myślę to a) autobus, b) łóżko, w lato jest lepiej, ale więcej ludzi. Kto co lubi. Co do klimatów Wawy - jak nie jechałeś Ikarusem w nocy, to nie znasz stolicy. Do tych klekoczących i wyjących w nocy mechanicznych wyjców ma się jakiś sentyment.

    OdpowiedzUsuń