![]() |
Sugestywne obrazy
A właściwie zapytam inaczej: dlaczego
zapamiętamy bardziej Włochów niż Hiszpanów? Głównie dlatego, że swoich
przeciwników w drodze do finału Makaroniarze odprawiali w sposób bardziej spektakularny. W
futbolu pamięta się głównie kapitalne momenty, sekundy. Do takich będzie
należał z pewnością rzut karny wykonywany przez Andreę Pirlo, jakże ważny w
ćwierćfinałowym starciu z Anglią. Przy delikatnej podcince cały świat wstrzymał
oddech. Twitter podczas całego konkursu jedenastek (a także dużo, dużo później) rozpływał się tylko nad tym rzutem karnym wykonanym przez genialnego Włocha. Co najmniej tak samo lub
nawet bardziej niż Pirlo zapamiętamy jednak Balotellego, dzięki któremu w dużej
mierze Azzurri pokonali typowanych na faworytów do wygrania Euro 2012 Niemców.
O stylu, w jakim Włosi odprawili z kwitkiem niemieckie maszyny, będzie się
pamiętać jednak znacznie krócej niż o Balotellim, którego bramki, a zwłaszcza „cieszynka”
po tej drugiej, przeszły do historii. Bo w dzisiejszym świecie, w dobie internetu,
do historii przechodzą sekundy – uwiecznione na youtubie w formie filmików, na
tysiącach serwerów w formie obrazków i nieskończonej liczby przeróbek krążących
po sieci jako memy.
Polska też
będzie miała kilka pomniejszych obrazków. Obok cieszącego się z bramki Lewego
czy bojowego wzroku Kuby, będziemy mieli także brzuch Murawskiego (porównywany z
kaloryferem Cristiano Ronaldo) i eksponującą swoje wdzięki Natalię Siwiec. Co
ciekawe, ta ostatnia wygrała na Euro znacznie więcej niż cała polska
reprezentacja. Z kolei jeszcze większą pulę zgarnął Grzegorz Lato, pobierając
wedle różnych źródeł około 8 dużych baniek za coś-tam-związanego-z-euro (nikt
do końca nie wie za co). Ale akurat o tych korzyściach Grzesia nie będzie się
wspominało aż tyle – w końcu to tylko jedna z wielu afer z jego udziałem w
drodze Polski do Euro 2012.
To był ich czas
Dla mnie te
Mistrzostwa Europy będą stały pod znakiem piłkarzy, którzy mieli coś do
udowodnienia. Którzy chcieli pokazać, że pomimo rzeczy robionych poza boiskiem,
za które są znienawidzeni, są oni wciąż niesamowitymi zawodnikami. Nagle ludzie
wypominający Cristiano Ronaldo ciągłe zmiany fryzury i nadmierne dbanie o
siebie musieli się zamknąć, bo Portugalczyk prowadził swoją drużynę, tak jak
prowadził Real Madryt do mistrzostwa Hiszpanii. Nagle ten szalony Balotelli,
który był już wyrzucany z Manchesteru City za różne skandale, stał się
najgroźniejszym napastnikiem na Euro, człowiekiem, który rozstrzelał Niemców. Tak,
ludzie cały czas wypominają CR7 jego lalusiowatość czy też nazywają go nadal
„Krystyną”. Tak, Balotelli wciąż uznawany jest za nieobliczalnego, a jego
wybryki są przypominane częściej niż ważne bramki. Ale ci zawodnicy wygrali tym
Euro szacunek wielu osób, które do tej pory były negatywnie do nich nastawione
lub powtarzały inwektywy za tłumem. W ważnych momentach to właśnie oni ratowali
Euro dla swoich krajów, a świat stawał w miejscu, kiedy tylko szykowali się do
strzału. To dwaj najwięksi bohaterowie Euro, tak jak i bohaterowie
wszechobecnych memów związanych z piłką nożną. Są na świeczniku od długiego
czasu, ale kiedy w tak ważnym turnieju pokazują na boisku pełnię swoich
umiejętności, ich gwiazdy błyszczą jeszcze mocniej, mówi się o nich – choć
wydaje się to graniczące z niemożliwym – jeszcze więcej.
A co jeszcze kibice zapamiętają z
tego Euro prócz obrazków uchwycających najciekawsze momenty? Ci mniej bystrzy –
czyli jakieś 75% - jedynie hasła: słabe przygotowanie fizyczne kadry (to coś
dla Polaków); historyczny, wielki sukces Hiszpanii, jakim było obronienie
tytułu ME; nieoczekiwane odrodzenie Włochów jako reprezentacji; wielki zawód w
postaci Holendrów itd. itd. Mało kto będzie się wdawał w taktyczne szczegóły,
wspominał całe mecze z realnym rozrzewnieniem. Bo zaraz eliminacje do Mistrzostw
Świata 2014 w Brazylii, zaraz ruszają największe ligi, rozgrywki europejskie,
mecz za meczem.
Uwiecznione na zawsze
Żyjemy w fajnych czasach, kiedy z każdego miejsca w Polsce czy na świecie można podejrzeć, co się dzieje na tak ważnym turnieju jak Mistrzostwa Świata czy Europy. Oczywiście tych źródeł było mnóstwo, ja dodałem do ulubionych jedynie kilka. Pewnie będziemy do nich często wracać za rok, pięć i trzydzieści, bo szybko nie dostaniemy z powrotem do organizacji tak dużego turnieju. Moje wypociny, które czytacie, to nic w porównaniu z tekstem Piotrka Stokłosińskiego, który całe Euro opisywał dzień po dniu - naprawdę warto sprawdzić choćby dla wielu świetnych fotek zebranych w jednym miejscu. Dla uzupełnienia, Euro dokumentowane było przez polskich vlogerów, którzy opisywali w filmach, jak wygląda Warszawa i co można w niej robić: Maciek Budzich podziwiał np. wystrój metra, a znajomy, Wojtek wędrował z tłumami po ulicach i grał w piłkę w centrum miasta. Był to pierwszy turniej, gdzie tak ważną rolę odgrywały social media - ile razy wspomnieliśmy o różnych reprezentacjach i konkretnych piłkarzach? Wszystko znajdziecie w twitterowej infografice. Wiedzieliście, że czwartym najważniejszym tematem na Euro oprócz goli, kartek i sędziów było nurkowanie? O którym piłkarzu ćwierkało się najwięcej, pewnie się domyślacie. Tak czy inaczej, warto dodać do ulubionych i porównać z podobnymi w 2014 i 2016 roku.
Wszyscy jesteśmy zwycięzcami
Polacy sporo wygrali na tym Euro. Natalia Siwiec dożywotni status celebrytki i kilka kontraktów reklamowych, Grzegorz Lato kilka milionów złotych oraz dziwne przekonanie ludzi z UEFA, że to dzięki niemu zorganizowano tak udane mistrzostwa, wielu bojowników o dobry wizerunek naszego kraju w oczach innych wygrało w wojnie z Campbellem. Nawet sam Campbell trochę wygrał, jeśli założymy, że korzystny jest dla niego scenariusz "nieważne jak, ale żeby mówili". Zresztą spokojnie można lansować nowy frazeologizm. Kiedyś mówiło się, że ktoś wraca "z tarczą" lub "na tarczy"... Dziś powiemy, że wraca "w trumnie". Wszyscy na tym Euro wygrywali: Hiszpanie kolejny puchar, Włosi szacunek całego świata, Holendrzy wcześniejsze wakacje. Nawet Anglicy nie zbłaźnili się i wyszli z grupy, a Francuzi... no dobra, oni naprawdę nic nie osiągnęli. Polscy piłkarze też coś wygrali. Nowego trenera kadry. Bo przy tym kumoterstwie w Pazernym Związku Przekrętów Notorycznych każde wyjście naszej drużyny z grupy musiałoby się skończyć przedłużeniem kontraktu z Frankiem Smudą. On wygrał spokój, bo nikt już się go nie czepia. Dziennikarze tez mają spokój, bo nowy selekcjoner nie daje powodów do irytacji. Teraz czas na polskich piłkarzy, na wygranie eliminacji do MŚ.