piątek, 23 maja 2014

#dumnizwyboru czyli dlaczego nie głosuję


Kilkoro kolegów i koleżanek, którzy coś znaczą w internecie, zaczęło ostatnio puszczać statusy z hashtagiem #dumnizwyboru. Naprawdę świetne historie, odważne wybory i kapitalne pokazanie, jak łączyli kropki i co im to z perspektywy czasu dało, gdzie zaprowadziło. I w pewnym momencie czar prysł, bo okazało się, że to kampania promująca wybory do europarlamentu czy czegoś takiego. Zaczęło się wmawianie, że to fajnie mieć wybór, że to ma jakieś znaczenie, na kogo zagłosujemy, że mniejsze zło. Pierdolenie o Szopenie. I wcale nie taki ze mnie #buntownikzwyboru. Po prostu… I don’t care.


Kiedyś się nawet zainteresowałem. Poanalizowałem programy wyborcze, podjąłem decyzję, zagłosowałem, ale nic to nie znaczyło, bo… nie ma to bezpośredniego wpływu na moje życie. Najbardziej znacząca zmiana, która mnie ucieszyła z decyzji urzędowo-politycznych, była wtedy, jak pod blokiem dobudowali mi 3 metry chodnika, aby idąc na skróty, nie trzeba było przedzierać się przez błoto.

W temacie polityki jestem ignorantem level master. Odcinam się od niej grubym murem, nie doprowadzam do siebie, ale z drugiej strony też nie narzekam. Nie narzekam na ceny towarów w sklepach, na koszty zarobków w Polsce, na podatki od pazerności czy na to, że ktoś coś obiecał, ale tego nie dotrzymał. Akceptuję, że takie są warunki, w których przyszło żyć i trzeba wziąć je na klatę. Bo czy jak zacznę się na to wkurzać, to coś się zmieni?

Strasznie podobają mi się argumenty, że walczymy o lepszą Polskę dla nas i dla naszych dzieci. A czy my musimy walczyć o lepszą Polskę? Moja Polska jest najlepsza, jaka może być, bo mam wszystko pod ręką – kino, boisko do gry w piłkę, sklep, zielone osiedle. Nie przymieram głodem. Mam garstkę świetnych znajomych, super pracę i mnóstwo okazji do czynienia życia jeszcze bardziej zajebistym. I żadna polityka tutaj nic nie dała i nie sprawi, że będzie lepiej. To zależy tylko ode mnie. Nie interesuje mnie cała Polska i to, z kim zawrzemy jaki pakt, pójdziemy na wojnę, ile będziemy znaczyć na świecie or something. Tylko moje otoczenie jest naprawdę ważne i wpływa na moje życie. #patriotyzmtakbardzolokalny

Ojcostwo dopiero przede mną, ale już teraz wiem, że dziecku nieba nie przychylę. Nie wyłożę całego świata tysiącami poduszek, coby ten świat był dla niego całkowicie bezpieczny i przyjazny. Politycy też nie uczynią go dla niego lepszym. Jak każdy z nas, ono też będzie musiało liczyć tylko na jedną osobę – na siebie. Tylko od nas samych zależy, jak się czujemy na co dzień, jak szczęśliwi jesteśmy w życiu i jaki jest jego standard. Dlatego nawet przy najbardziej przejebanych warunkach zewnętrznych i przy najgorszej wersji Polski w tym momencie, wciąż wybieram tylko jedną frakcję, której w pełni wierzę i która może coś zmienić w moim świecie: SIEBIE. 



Grafika: Wiliam Ward