wtorek, 19 lutego 2013

Najlepszy polski film, którego nie znacie


Jak zareklamować Wam niszowy film, który nigdy nie był wyświetlany w kinach (bo który dystrybutor by na coś takiego poszedł)? Lata temu leciał w publicznej telewizji, widać i im się coś wtedy pomerdało. Niestety na krótko, bo już więcej nie puścili. Zresztą kto ogląda telewizję w środku nocy... Tylko zboczuchy i fani NBA. To nie będzie recenzja dla nich...

Przypadłość z dzieciństwa
Jeśli rzucam w rozmowie lub blogowym wpisie niezrozumiałym dla Was zbiorem wyrazów, to bardzo możliwe, że jest to parafraza czy cytat właśnie z Baśni o Ludziach Stąd. Też tak macie, że przesiąkacie filmem tak mocno, że nie potraficie czasem upilnować cytatów, które same wychodzą Wam z ust podczas rozmowy? Tak było kilkanaście lat temu z Chłopakami, Którzy Nie Płaczą czy Kilerem, kiedy w szkole czy na podwórko koledzy z niesamowitą pasją recytowali zdaniami najsmakowitsze teksty. Teraz niby jesteśmy starsi, ale chcąc nie chcąc, sam stałem się taką chodzącą instytucją wypluwającą cytaty z tych najlepszych komedii. Należę do grupy ludzi z psychiką już na stałe skrzywioną przez te produkcje. To cudowne, kiedy film jest na tyle dobry, że jego odbicie znajdujemy w otaczającej nas rzeczywistości i jednym cytatem możemy ją ubarwić, a wspomnieniem zabawnych filmowych momentów wygenerować uśmiech na twarzy.

Żonglowanie słowem
Baśń o Ludziach Stąd to przede wszystkim przezabawna, luźna produkcja, ale tylko dla ludzi z momentami absurdalnym poziomem humoru. Oni docenią w pełni wszystkie gry słowne i sytuacyjne żarty rodem z kabaretów. Jeśli zdarza Wam się zapluć monitor, oglądając skecze Kabaretu Moralnego Niepokoju, Limo, Kabaretu Młodych Panów czy Neonówki, to zdecydowanie jest to film NIE DO PRZEOCZENIA. Wśród aktorów pojawiło się zresztą kilku kabareciarzy z samym Jego Wysokością Robertem Górskim na czele! A żeby było jeszcze śmieszniej, dokooptowano wielkie postaci polskiego kina: młodego Stuhra i gadające plecy Stanisława Tyma. Jeśli obsada Was nie przekona, to już nie wiem co. Fabuły nie opowiem, bo nie ma sensu. Nie dla niej się to ogląda.

The End
Film jest pewnie gdzieś do zerżnięcia z internetu, ale najprościej odtworzyć go sobie na youtubie. W 9 przezabawnych częściach. Jeśli nie pokochacie po minucie, to wyłączcie, bo dalej będzie już tylko absurdalniej i mocniej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz