Jestem chyba jedyną osobą w tym kraju, która ma totalnie wywalone na dzisiejsze losowanie lotto. Nie interesuje mnie zupełnie taka suma. 50 milionów mnie nie rusza, nie działa na wyobraźnię, jak u wszystkich dookoła, którzy już szykują się do wyliczanki, czego to by oni nie zrobili. Miałbym wielki problem, co zrobić z takimi pieniędzmi, gdybym wygrał. Bo taka kasa oznacza... nudę.
Przed chwilą w tv widziałem kolejną idiotyczną sondę uliczną z pytaniem "co by pan(i) zrobił(a) z taką wygraną?". Ludzie puszczają tutaj wodze fantazji... ale gówno tam wiedzą. Jednej rzeczy jestem pewien: 99% z nich, gdyby wygrało, chlałoby przez tydzień.
Większość wypowiedzi brzmi standardowo do bólu: kupiliby samochód i dom, rzuciliby pracę... Niektórzy oddaliby pieniądze potrzebującym. To jest dobre - ciekawe, jak dzieliliby te miliony i decydowali, kto zasługuje na więcej, kto na mniej, a kto wcale nie dostanie. Zresztą takie "dofinansowania" nie przeszłyby bez echa: pewnie w niektórych placówkach znaleźliby się i tacy, którzy chętnie wyprowadziliby część kasy dla siebie. W końcu naród cwaniaków. Apropos cwaniaków - niech tylko ktoś się wygada zbyt wielu osobom, że to ty ten hajs wygrałeś... Masz na karku wtedy już nie tylko chciwą rodzinę, ale i tabun nowych przyjaciół. I przesrane do końca życia.
50 milionów złotych to tak naprawdę dla mnie śmieszne pieniądze. To stanowczo za dużo, żeby żyć na luzie, a z kolei za mało, żeby super zaszaleć i kupić sobie np. porządny klub piłkarski i nim zarządzać. Czyli w obu wersjach zero zabawy. Bo co to za fun, jeśli nas stać na każdą zachciankę? Jeśli wszystko ma przychodzić łatwo i przyjemnie? To jaką to ma wartość? Taka kasa zabija większość emocji w życiu. Siedzieć w domu, żyć z procentów i się opierdzielać z tego tytułu, że mamy miliony na koncie i nie musimy do niczego dążyć w życiu, bo (prawie) wszystko możemy kupić? Sorry, to nie dla mnie.