Lubię Weszło. Naprawdę. Są świetną alternatywą dla reszty portali i pseudoznawców z telewizji mówiących o piłce. Wesoło płyną sobie pod prąd na łajbie złożonej z internetowych trolli, a zasilanej przez niezliczone ilości "poważnych" hejterów. Lubię nawet, kiedy Krzysiek Stanowski odchodzi od tematów piłkarskich, bo uchwyca tematy zazwyczaj niebanalnie i za jaja. Ale teraz czytam Jego tekst o powszechnyn ogłupieniu i ze wszystkim zgodzić się nie mogę. Bo i po co mi ta wiedza?
Czyżby ta głupota, o której Krzysiek się tak rozpisał, nie wynikała z naszej nieustannej potrzeby znania się na wszystkim? A nie jest tak...? My, eksperci od piłki, polityki, zdrowia, finansów i etyki. I każdego innego tematu wałkowanego w telewizji, a potem wśród znajomych czy - nie daj borze - na forach internetowych.
Fajnie byłoby pamiętać każdą rzecz, którą kiedykolwiek przeczytaliśmy lub usłyszeliśmy. Jak ten gość w Limitless. Wykorzystywać w pełni potęgę umysłu. Wiedzieć wszystko.
Ale z drugiej strony... co da mi wiedza, kto rządzi Izraelem? Nic. Prawdopodobnie nie da też nic Stanowskiemu. Rozumiem zarzuty w stronę mediów za ogłupianie nas. Rozumiem też winę nas samych w procederze ogłupiania nas samych. Ale wcale nie to wydało mi się w tym tekście najważniejsze.
Krzyśka, wnioskując z tego, co napisał, uwiera fakt, iż nie zna ważnych faktów związanych np. z taką polityką na świecie. I wciska ten brak komfortu także pozostałym ludziom - w tym mi - zakładając, że nie jest sam w tym ogłupieniu. Ja jednak zadaję sobie sakramentalne pytanie: PO JKIEGO WAŁA MI TO WIEDZIEĆ? Co mi da samo nazwisko albo pięć? Ba, nawet jeśli będę dysponował ogromną wiedzą w tym temacie, to nie będę czuł się lepiej, bo... mi to nie jest potrzebne! Nie studiuję stosunków międzynarodowych, politologii czy innego szajsu, nie rozmawiam ze znajomymi na co dzień o ważkich wydarzeniach na świecie. Itepe itede.
Był taki moment w moim życiu, kiedy faktycznie interesowałem się ekonomią. Nawet polityczne wiadomości kiedyś śledziłem! Dopóki było to dla mnie ważne, to sprawdzałem, porównywałem źródła, poświęcałem temu swój czas. Zależało mi. Teraz moje zainteresowania dotyczą innych sfer i związane z nimi informacje z łatwością przyswajam. A z kolei nie odczuwam już potrzeby słuchania rzetelnych newsów o tym konflikcie na Bliskim Wschodzie czy tamtym kryzysem ekonomicznym. Tego rodzaju informacje szybko uciekają mi z głowy, gdyż już mnie to nie dotyka w takim stopniu jak kiedyś i nie wpływa bezpośrednio na moje życie.
Każdy ma w swoim życiu pasje, na które rozdziela swoją uwagę. Dysponuje ogromną wiedzą w konkretnych tematach, bo są dla niego ważne. Nie powiemy raczej, że Stanowski jest osobą, której umyka coś ze świata piłki nożnej. I dopóki będzie Go to interesowało, to będzie w tym temacie poinformowany w 100%. A niewiedza dotycząca polityki, muzyki czy piramid w Egipcie ma tę samą przyczynę - brak większej zajawki. Stan, też żałuję, że np. nie znam stolic wszystkich państw na świecie. A kiedyś przecież uczyłem się ich na pamięć! Ale wybrałem dla siebie inny kierunek w życiu.
Media zawsze będą nas karmić papką, tak jak część znajomych będzie nas karmić na fejsie zdjęciami kotków czy swoich nowonarodzonych dzieci. Mamy niby społeczny obowiązek znać te wszystkie niepotrzebne nam fakty dotyczące świata? Bo inaczej co: jesteśmy półgłówkami? Nie jesteśmy światowi? Nie rozwiążemy całej krzyżówki? Fuck it. Pozyskujmy tę wiedzę, na której nam zależy, nie zajmując się tą, której nie mamy i której nie wykorzystujemy.