Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LajfStyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LajfStyle. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 listopada 2014
sobota, 8 listopada 2014
Ludzie się (nie) zmieniają!
Pogląd numer 1: "ludzie się nie zmieniają". Pogląd numer 2: "ludzie się zmieniają". Jeśli będziemy generalizować, to w sumie jedno i drugie jest jednocześnie prawdą i bzdurą, zależnie od punktu siedzenia. Choć większość z was zdecydowanie częściej będzie hołdować pierwszemu poglądowi, bo o prawdziwą zmianę jest bardzo ciężko. Dlaczego się nie udaje? Czy da się to zmienić? I po co?
niedziela, 26 października 2014
Czy warto jechać na Majorkę w październiku?
Najpierw zabookuj lot, a dopiero potem sprawdź wśród internetowych opinii, że wcale może nie być tak ciepło. Nie polecam tej metody. Okazuje się jednak, że w wakacyjnych wyjazdach i pogodzie najważniejsze są trzy elementy: powietrze, dźwięk i smak. Zapraszam cię do mojej głowy, w której po tygodniu Majorka nadal tli się nikłym światłem.
środa, 22 października 2014
sobota, 20 września 2014
5 płyt, które nastroją cię imprezowo
Zdarzyło ci się iść na imprezę, ale nie mieć na nią nastroju? Może masz tak nawet dzisiaj? Spoko, zdarza się najlepszym zawodnikom. Jako totalny zakładnik muzycznego świata nie tylko dopasowuję często słuchaną muzykę do nastroju, ale również pozwalam, aby to ona wpływała na mnie. I pokonuję przedimprezową chandrę kilkoma celnymi ciosami muzycznymi. Oto one.
środa, 20 sierpnia 2014
Pierwszy raz
Ten blog jest często o banałach, ale całe nasze życie właśnie z takich banałów się składa. To tylko my je komplikujemy i nadajemy zbyt duże znaczenie. A zatem w dzisiejszym odcinku kolejny banał, czyli... jak czerpać z każdej chwili, którą mamy?
sobota, 26 lipca 2014
Kilka rzeczy, o których wiedziałem, ale i tak super, że przypomniał je tydzień w Barcelonie
Kiedy zamykam oczy, a promienie słońca zachłannie sięgają mojej twarzy i ogrzewają ją, mam wrażenie, że jestem tam. Tak się oszukuję trochę. Że mogę być wiecznie na czasie barcelońskim. Teoretycznie nie różni się on od czasu polskiego, ale Barcelona pod względem takiej zwyczajnej ludzkiej ewolucji musi wręcz być w innej galaktyce niż moje obecne biurko, przy którym wciskam kolejne literki na klawiaturze, próbując oddać resztki emocji.
sobota, 21 czerwca 2014
Śmiała nieśmiałość
Nigdy nie miał super ogarniętych skillsów społecznościowych. W piaskownicy jego babki nigdy nie były najbardziej kształtne, a na huśtawce nie bujał się najwyżej. Nie stanowił centrum, wokół którego zbierali się fajni ludzie w szkole na przerwach. Nie brylował na imprezach (jeśli w ogóle był na nie zapraszany). Podchody do dziewczyn przypominały plan inwazji na inną planetę i trwały miesiące lub lata, a kończyły się najczęściej strzałem do własnej bramki, gdy się odezwał. Młody, nieśmiały człowiek, który wtaczał swój głaz pod górę. Wciąż się wywalał. I wciąż próbował.
wtorek, 17 czerwca 2014
wtorek, 3 czerwca 2014
Jak przygotować się do wakacji ZAGRANICO?
To nie będzie poradnik o tym, na jakie bydło się zaszczepić w Amazonii, czego unikać w Afryce (oprócz głodu) czy jak na zupkach chińskich przeżyć miesiąc w Stanach. Do zwykłego prawie-mnie-stać-na-all-inclusive wyjazdu także się trzeba zacnie przygotować. Zwłaszcza jeśli tak jak ja lecisz do miasta, które, nawet rezygnując ze snu, można zwiedzać miesiąc non-stop.
piątek, 23 maja 2014
#dumnizwyboru czyli dlaczego nie głosuję
Kilkoro kolegów i koleżanek, którzy coś znaczą w internecie, zaczęło ostatnio puszczać statusy z hashtagiem #dumnizwyboru. Naprawdę świetne historie, odważne wybory i kapitalne pokazanie, jak łączyli kropki i co im to z perspektywy czasu dało, gdzie zaprowadziło. I w pewnym momencie czar prysł, bo okazało się, że to kampania promująca wybory do europarlamentu czy czegoś takiego. Zaczęło się wmawianie, że to fajnie mieć wybór, że to ma jakieś znaczenie, na kogo zagłosujemy, że mniejsze zło. Pierdolenie o Szopenie. I wcale nie taki ze mnie #buntownikzwyboru. Po prostu… I don’t care.
wtorek, 25 lutego 2014
Jestem na dnie... i robię pompki
Plusem posiadania bloga lifestyle'owego jest pisanie o czymkolwiek chcę i nie przejmowanie się, czy będzie to pasowało do tematyki bloga. A zatem mogę napisać: jest chujnia i czuję się jakbym nie żył. I dobrze, że tak jest.
niedziela, 2 lutego 2014
To nie coś jest drogie, to po prostu ciebie na to nie stać
Piekielnie ciężko o dobrą, zimową kurtkę. Lawirujesz w sklepie między mnóstwem kolekcji w stylu elegant, casual i sport. Kilka takich sobie, mnóstwo tych, których byś w życiu nie założył i... wreszcie coś w twoim stylu. Przymierzasz na szybko, oglądasz się w lustrze: całkiem zajebiście! Po czym patrzysz na cenę i zawieszasz ją z powrotem na wieszaku, zastanawiając się, po co dodano tam jeszcze to ironiczne hasło "promocja". Kiedy już trochę bardziej zdołowany oglądasz kolejne, nie_tak_fajne_jak_tamta kurtki, inny gość podchodzi do dopiero co przymierzanej przez ciebie, sprawdza rozmiar, cenę, uśmiecha się pod nosem i idzie do kasy. Wiesz, jak to się nazywa?
czwartek, 23 stycznia 2014
5 sposobów na dobry humor gdy zamarzasz na dworze
Nie mam w zwyczaju narzekać na różne rzeczy niezależne ode mnie, a na pogodę już w szczególności. Nawet jeśli zima powoduje, że gałki oczne przymarzają mi do oczodołów, a krew decyduje, że nie będzie docierać do palców u rąk i nóg. Kiedy mam słabszy moment, wtedy uciekam się do małego lifehackingu w tym temacie. Bo jak już coś ma zamarzać mi na twarzy, to wolę uśmiech, a nie wyraz powszechnego wkurwienia.
piątek, 27 grudnia 2013
Nie dotrzymałem zeszłorocznych postanowień i... w sumie nieźle na tym wyszedłem
Niesamowitą sprawą jest czytać swój własny tekst o PRZEDnoworocznych postanowieniach sprzed roku. Wczuwać się w tamto myślenie, ale być bogatszym o rok doświadczeń i móc powiedzieć "chłopaku, zadziało się mnóstwo, jestem z Ciebie dumny". Czarno na białym widać, że nie wszystko wyszło. A jak wyszło, to potem się sypnęło. Śmieję się do siebie, bo w momencie kiedy nie wychodziły jakieś małe plany, gdzieś tam po kryjomu dokonały się inne, znacznie ważniejsze, których się nie spodziewałem. Zatem warto planować i... dobrze czasem, gdy te plany nie wychodzą.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Ona uratuje twoje święta
Jeśli wierzycie w świętego mikołaja, to nie czytajcie dalej (spoiler alert). Jeśli aspirujecie do miana bycia wypasionym świętym mikołajem, ale na razie dajecie dupy i nie macie prezentu ani nawet pomysłu, to jesteście we właściwym miejscu. Zaopiekuję się Wami. Wszystko w porządku.
piątek, 6 grudnia 2013
Powrót do przeszłości (komiksowej)
Miasta, w których się wychowaliśmy, generują bardzo wiele prywatnych wehikułów czasu. Pojawiając się tam, przenosimy się często myślami o wiele lat wstecz i rozpamiętujemy piękne momenty naszego życia: pierwszy pocałunek, wygraną bójkę, przegraną bójkę, mecze, w których za bramkę służyły dwa drzewa i które kończyły się, kiedy przestawaliśmy widzieć piłkę.... Ale żeby wehikułem stało się dla mnie miejsce, w którym nigdy nie byłem, a które jest postrzegane jako mekka nerdów, gdzie prawdopodobieństwo spotkania dziewczyny jest równie niskie co na politechnicznym Wydziale Samochodów i Maszyn Roboczych? A jednak!
niedziela, 24 listopada 2013
Niebezpieczne zabawy bez alkoholu
Nie przeraża mnie już polityka. Nie przerażają aż tak kolejne podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej. Nie przeraża nawet to, że za 10 lat (może) wycofają frytki z McDonald'sa. Boję się trzeźwego społeczeństwa. Boję się pójść na imprezę, gdzie nie będzie alkoholu i przez to nikt nie będzie się bawił, a ludzie będą sztywni i nieciekawi. Boję się, że bez alko nie będziemy podrywać dziewczyn w klubach, śpiewać karaoke i tańczyć na imprezach. Boję się kultu alkoholu i ludzi żyjących na co dzień z zaciągniętym hamulcem bezpieczeństwa. Ludzi tylko czekających na to aż go zwolnią wprowadzanym do krwi alkoholem.
czwartek, 14 listopada 2013
środa, 11 września 2013
Najlepsze rzeczy zdarzają się nam przypadkiem
Jest godzina 7:10. Cisza, ja i czas, jak to śpiewała kiedyś Nosowska. Patrzę na ten piękny krajobraz, na pojedynczych ludzi chodzących w oddali... Pomimo tego, że słońce tak przyjemnie razi w oczy, jest jeszcze odrobinę chłodno. Może to wina lekkiego przemarznięcia, bo spędziłem na tej włoskiej plaży całą noc? Robię tabletem tonę zdjęć, jak gdyby miały one moc pochłaniania rzeczywistości, którą później zabiorę ze sobą. Na tej samej plaży jem także najprawdziwsze włoskie śniadanie (czytaj: resztki pizzy z plecaka). I zastanawiam się, jak ja tu właściwie dotarłem? Przypadek? Tak sądzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















